W roku 1986 bodajże, w Śródmieściu Wrocławia budowano sklep z meblami. Koło niego stał pewien opuszczony domek, z którego robotnicy zrobili budkę dla ich architekta. Kiedy sklep zbudowano nikt jednak nie widział, by architekt z owej budki wyszedł. Pewnego dnia robotnicy zainteresowani losem architekta, weszli do jego budki. Architekta tam zastali, tylko, że martwego. Natychmiast wezwali policję. Zabrano zwłoki do laboratorium policyjnego, gdzie eksperci nie stwierdzili, postrzelenia, zadźgania, uduszenia, ani niczego innego. Odkryli tylko, że na twarzy zmarłego był wyraz strachu, więc uznali, że to zawał serca. Wokół tych wydarzeń powstała legenda, że budka stoi na starym cmentarzu i to właśnie jakieś tam demony wystraszyły architekta na śmierć. Od tego czasu nikt do budki nie wchodził. Ze strachu. W lecie z moimi kumplami weszliśmy do tego domku i odkryliśmy straszne, przerażające.... legowisko żuli. Zbadaliśmy ten domek dokładnie i nie stwierdziliśmy żadnych nienormalności. Oczywiście nie licząc legowiska żuli. I tak została obalona legenda o budce architekta.
